FANDOM


Destiny

Statek centralny projektu "Przeznaczenie"

SGU S03E01 "Fearless" (Bez lęku) Edytuj

kolejne odcinki znajdziesz tutaj



Cisza która towarzyszyła lotowi Destiny pośród oceanu nicości była była tak dojmująca że wydawało się że zaraz przerodzi się w grzmot rozdzierający wszechświat niczym Wielki Wybuch z jego początku.

Statek wydawał się być niemal nieruchomo zawieszony w przestrzeni, a lekka niebieska mgła okrywała go niemal niewidocznym całunem jak statek widmo na czarnym morzu w drodze do swego przeznaczenia w krainie Hadesu - niósł on bowiem na swoim pokładzie zamkniętych niczym w sarkofagach ludzi w stanie niewiele odbiegającym od bezruchu śmierci.

Lecz martwotę statku zakłócało jedno małe światło które tliło się migotliwym blaskiem na szczycie jego wielkiej wieży górujacej nad całym pozostałym pokładem.


- Cześć pułkowniku, jak się spało?

- Eli daj mi chwilę ok? - przeciągłe westchnięcie mówiło niemal wprost - cholera to chyba nie dla mnie - pomyślał Young

- Chwila już minęła, spał Pan prawie pół roku to chyba wystarczy jak na jedną drzemkę?

- Dobra więc dawaj - bo chyba nie jesteśmy do cholery tam gdzie powinniśmy być? - już prawie przytomnie zapytał

- No na razie jeszcze nie - ale wciąż żyjemy, a to chyba nie jest tak najgorzej..- z uśmiechem odrzekł Eli

- No to co właściwie przespałem? - zapytał już dość spokojnie Young

- Dość sporo się wydarzyło - ale lepiej porozmawiajmy o tym na mostku - muszę Panu coś pokazać..


Byli już w drodze kiedy Young się odezwał:


- Wierzyłem od początku że dasz radę,ale co się właściwie działo?

- Och pułkowniku to nie było wcale takie trudne - po prostu już na samym początku stwierdziłem że jak jedna kapsuła uległa uszkodzeniu to może się przecież tak samo stać i

z kolejną - dlatego ktoś na pokładzie powinien pozostać i czuwać w razie jakiejś awarii- chociażby samych kapsuł, ale przecież nie tylko..

- No dobrze, ale co energią do systemów podtrzymywania życia?

- Po prostu przekierowałem energię z zasilania głównej broni Destiny na system

podtrzymywania i odizolowałem jeden poziom razem z mostkiem od reszty statku..

- A jaki jest teraz stan zasobów energii statku?

- No cóż aktualnie jest powyżej połowy - ale dokonałem też kilku innych drobnych usprawnień..

- Dobra, o szczegółach porozmawiamy później - na razie to mi wystarczy - cholernie się cieszę że cię znowu w ogóle widzę..


Mostek tonął w lekkiej poświacie odbitej od mgły spowijajacej statek z zewnątrz.

Ekran holograficzny był włączony i przedstawiał nikłą ścieżkę pośród otchłani gwiazd.


- To jest to co chciałem Panu pokazać - zaczął niepewnym głosem Eli - wskazując obraz na wyświetlaczu - w kilka miesięcy po waszym 'zaśnięciu' odebrałem standardowe wezwanie z Ziemi.

Po znalezieniu się w SGC przekazali mi interesujące wiadomości.Ekipa SG-1 po przejściu przez superwrota znalazła w galaktyce Ori ciekawe znalezisko - prototyp urządzenia do ładowania kondensatorów energią prosto z gwiazdy-podobnych do naszych.Informacja o tym była dość głęboko ukryta w achiwum na Atlantydzie.Niestety urządzenie jest w kiepskim stanie-jest zakopane głęboko pod ziemią na planecie orbitującej niemal w koronie swojej gwiazdy-czerwonego olbrzyma-znalezione tam wrota miały tylko osiem symboli ale dr.MacKay spróbuje dostosować wrota wypożyczone z Langary-trochę się targowali- do tamtego interfejsu konsoli tak że bedą wkrótce gotowi po podjęcia próby łączności z nami i otwarcia tunelu.To niestety może być tylko jeden raz i możemy otworzyć tunel tylko w jedną stronę - SGC zdaje sobie przy tym sprawę z nastrojów panujących na pokładzie tak że przekazało mi na razie obudzić tylko Pana w celu bezpośrednich konsultacji w SGC - oni już tam czekają a tamto słońce-o którym wspominałem-jest bardzo niestabilne i ma tendencję do systematycznego zwiększania swojej objętości tak że zostało już niewiele czasu jak pochłonie całą planetę a wtedy z transportu nic nie wyjdzie..



W SGC było jasno jak w dzień-po tonących zwykle w mroku korytarzach Destiny, Young czuł się niemal jak w środku miasta.

Telford uśmiechnął się nieznacznie podając mu rękę.

- Witamy Pułkowniku co powie Pan na małe przyjęcie? Chyba są tu wszyscy - generał O'Neill,Woolsey,McKay a nawet pół IOA że nie wspomnę o wiceprezydencie.. {C - No chyba nie zapowiada się koniec świata? Bo inaczej byłbym rozczarowany -powiedział z lekkim przekąsem Young. {C - Na to akurat się jeszcze nie zanosi-odpłaciliśmy się z małą nawiązką tym bydlakom z Lucian za ostatni zamach na Ziemi - ale za to ma związek z misją w której Pan uczestniczy - zapraszam przodem - wskazał Telford {C - Szanowni Państwo - jak już zapewne część wie uzyskaliśmy możliwość realnego wsparcia misji Destiny - zaczął O'Neill ponieważ Stany są niestety nie dość bogatym krajem poproszono tu państwa o niezbędne konsultacje w sprawie perspektyw-w tym finansowych- wsparcia misji Destiny. - Dlaczego mnie o tym nie poinformowano? - tu zwrócił się głośno ambasador Chin Li do O'Neilla.

- Wy ciągle tylko chcecie więcej i więcej a na to nie stać mojego jeszcze "biedniejszego"(sarkastycznie) od waszego kraju - co dostaniemy w zamian, czy znowu górę nic nie znaczących i pustych obietnic?

- Jeśli można wolałbym to omówić w drugiej części spotkania -starał się tonować O'Neill-na razie poproszę płk Younga o przedstawienie nam sytuacji na samej Destiny.. {C - Hmm, no tak byliśmy ostatnio w niezłych opałach i wydaje się że jeszcze się one nie skończyły-Eli wykonał kawał dobrej roboty podczas naszej 'drzemki' ale sytuacja jest dalej co najmniej niepewna -potrzebujemy wszystkiego co jesteście w stanie nam zaoferować -brakuje prawie wszystkiego od amunicji do tak trywialnych rzeczy jak sznurówki do butów czy pasta do zębów nawet nie wspominając o prawdziwej kawie.. - nie wiem jak długo jeszcze pociągniemy na tej 'diecie' - tu wykonał znaczący ruch ręką {C - Pułkowniku Young mam tylko jedno ale zasadnicze pytanie - kontynuował O'Neill czy ta załoga jest w stanie wykonywać pańskie rozkazy jeszcze przez przynajmniej rok? - nasi eksperci doszli do dość niepokojących wniosków że dalsza de facto izolacja od swoich rodzin czy partnerów może wywołać iście destrukcyjny wpływ na morale większości członków ekspedycji i że możliwość otwartego buntu na pokładzie jest więcej niż realna.. - No cóż-nie mogę ręczyć za każdego - przez jego twarz przeleciał lekki cień - jest kilkoro takich których najlepiej zostawić w zamrażarkach, ale na większości można polegać-lecz jak zareagują w naprawdę ekstremalnej sytuacji naprawdę trudno mi powiedzieć - to przecież tylko cywile... - No cóż dziękuję i za to - przerwał mu O'Neill - w takim razie mam obowiązek i przyjemność zakomunikowania państwu o podjęciu decyzji przez nasze najwyższe czynniki o nie tylko pełnym wsparciu załogi Destiny w jej niewątpliwie arcytrudnej misji, ale przede wszystkim o tym że postanowiliśmy utworzyć przyczółek Ziemi w galaktyce Dron - nazwijmy ją tak dla uproszczenia - Wiem - i tu znacząco przeniósł wzrok na przedstawiciela Chin - że mimo międzynarodowej kontroli sprawowanej nad statkiem-miastem Atlantyda przez IOA, wielu ma nam za złe że przebywa ono ciągle na terytorium USA i to my odnosimy z niego największe korzyści..

- Otóż pragnę poinformować zebranych że została podjęta decyzja o wysłaniu w ciągu najbliższego roku Atlantydy - oczywiście z międzynarodową starannie wybraną załogą, w celu wsparcia misji Destiny do galaktyki Dron i założenia tam co najmniej naszej stałej bazy..


Szmer niedowierzania przemknął po zebranych - Jak to? a zasilanie? - nawet z trzema ZPM a wiemy że ich nie macie -tu złośliwie się uśmiechnął przedstawiciel Rosji-nie zdołacie tego dokonać nawet przeciażając zasilanie napędu tunelowego? - Doceniam pańską przenikliwość - odniósł się z wyraźnie studiowaną starannością O'Neill - chodzi o to że dzięki bazie danych z Atlantydy którą wreszcie udało się skopiować-oczywiście "pod pełną kontrolą miedzynarodową"-tu ukłonił się w stronę zebranych -a w duchu uśmiechnął się do swoich myśli.. - daje nam ona możliwość wytwarzania nowych materiałów i technologii - czyli teoretycznie - spojrzał szybko na MacKaya - możemy spróbować wytworzyć wymienniki i kolektory mocy podobne do tych jakie posiada Destiny-na podstawie urządzenia znalezionego w galaktyce Ori i spróbować zabudować je na Atlantydzie.. - A sama Atlantyda nie będzie już niezbędna do obrony Ziemi po wprowadzeniu do służby zmodyfikowanych krążowników klasy Hammond ze wzmocnionym promieniem Asgardu.. {C - Doktorze McKay? {C - Taaak..? ,a ooch przepraszam ale zajmowało mnie w tej chwili coś innego.. - tak, no cóż ten rok to może być większy postęp w historii ludzkości niż całe poprzednie tysiąclecie - zaczął z typową dla siebie emfazą - oczywiście nie da się zagwarantować że będzie działało na 100% ale.. {C - Da się to zrobić czy nie? - odezwał się przysłuchujący się do tej pory wiceprezydent Hara(japończyk z pochodzenia-'ukłon' prezydenta w kampanii w stronę elektoratu z azji i samej azji) - co mam powiedzieć prezydentowi? - Nooo więc nie można tego z całą pewnością stwierdzić - zawsze może pójść coś nie tak.. - ludzie z którymi muszę pracować... zawachał się MacKay i uśmiechnął się niby bezradnie


- Dziękujemy panu Doktorze za jakże wnikliwą analizę naszych możliwości - ton głosu O'Neilla świadczył o czymś więcej niż tylko zwykłej irytacji - zbladł nieco a jego sylwetka jakby zesztywniała

- Muszę zapoznać państwa z symulacją jakiej dokonali nasi najlepsi analitycy - kolektyw dron to nie jest zwykły problem-te maszyny 'myślą' i rozwijają swój potencjał w postępie geometrycznym - 'myślą' oczywiście na swój sposób - tu wydął pogardliwie wargi - jednak ich dotychczasowa ekspansja-a do uzyskania tych danych przyczyniła się w dużym stopniu praca pana Eliego z załogi Destiny - tu spojrzał z uznaniem na Younga - pozwala ekstrapolować ich postęp-a co zasadnicze-pan Elie odkrył również że odbywa się on głównie drogą wrót rozstawionych na trasie lotu Destiny i w przeciągu nie więcej niż 100 ziemskich lat pokonają one tę trasę osiągając w końcu Ziemię - i oczywiście absorbując po drodze zasoby leżących na tym "szlaku" galaktyk..

- To nie jest tylko przypuszczenie ale realne niebezpieczeństwo - w tej chwili nie są oni jeszcze ani wystarczająco liczni ani zaawansowani ale to się może szybko zmienić po wchłonięciu zasobów i technologii napotykanych po drodze innych cywilizacji..

- Tak więc oficjalnie w imieniu naszego rządu i wierzę że w interesie całej ludzkości proszę wszystkich tu obecnych przedstawicieli innych narodów Ziemi o jak najdalej idące wsparcie jakiego tylko mogą udzielić - chodzi o przetrwanie nas wszystkich a maszyny nie odróżniają przecież narodowości..



Zebrani już się rozeszli a w pokoju narad zostali tylko Young i O'Neill

- To większe szambo niż to na które się nieopatrznie zapisałem - zaczął Young

- No cóż możesz mi wierzyć że to zawsze tak wygląda na początku - O'Neill był już stary ale oczy błyszczały mu dawnym blaskiem - Oddałbym swoje najlepsze kije golfowe by być tam razem z wami-wierz mi diabeł wydaje się straszny do czasu jak go chwycisz za rogi wtedy okazuje siętylko zwykłą stertą mięcha które można przyrządzić według swojego sposobu..


- Rozumiem generale ale ofensywa? tutaj,teraz, z tymi ludźmi i z tymi zasobami? czy nie jest to raczej fatalne przecenianie naszych możliwości.. - Young nie ukrywał swojej rezerwy

- Dokładnie tak - a co mieliśmy wcześniej rzucając wyzwanie Goa'uld - najpotężniejszej rasie w galaktyce? - co najwyżej błędne mniemanie o sobie, a jednak się udało i zobaczy Pan - tak będzie i tym razem..



- No dobrze ale chyba mamy jakiś plan bo na razie trudno mi go dostrzec? - nie ustawał

- Zrobi Pan dokładnie to co powiem: obudzi personel wyłącznie wojskowy i kilku jajogłowych-już do swojego uznania-żadnych cywili-ciągle 'jojczą' zamiast pomagać no i będą ciągle kombinować jak tu wykręcić jakiś numer - już ja dobrze znam tą cywil bandę..

- Dostanie Pan uzupełnienie w ludziach i sprzęcie - to na razie a za półtora roku góra dwa miejmy nadzieję zamelduje się u was Atlantyda z całym dobrodziejstwem inwentarza-planujemy załadować na pokład prócz kilku eskadr myśliwców dwa zakonserwowane kompletne krążowniki klasy 'Hammond' - powinniście dać radę obojętnie jak wielkie byłoby to zagrożenie..


- A teraz czyli w ciągu tygodnia otrzyma Pan materiały przez wrota-miejmy tylko nadzieję że 'to' wypali bo jak słyszę MacKaya to chętnie bym go zwyczajnie zastrzelił - dobrze że on lepiej robi niż gada.. - Przygotowaliśmy dla Pana kilka nowych 'zabawek' m.in nowe pociski manewrujące ze zmodyfikowanymi głowicami z naquadrii,jak też mini wersję F-302 złożoną w skrzyniach do montażu na miejscu-w sumie sześć sztuk-powinno wystarczyć na jakiś czas..

oprócz tego oczywiście dostanie Pan też komplet przenośnych generatorów naquada i zwykłe ładunki w postaci min. O drobniejszym wyposażeniu nie warto wspominać-jestesmy jednak ograniczeni wielkością waszego pomieszczenia wrót gdyż żeby zapobiec uszkodzeniu ładunku należy wczesniej wyłączyć grawitację, no i nie może tam być nikogo nawet w celu przeniesienia ładunku w głąb statku ze względu na możliwe kontuzje.


- Rozumiem że to rozkaz? Ale dlaczego właściwie pchamy się w tą całą hecę z dronami bo przecież możliwe że nawiązalibyśmy łączność z tą "nadrasą" to tamci by ich zdmuchnęli jak popiół z papierosa.. no i to dopiero za sto lat - wybaczy Pan generale -ale tego nie mogę po prostu zrozumieć.. - Zapomina Pan o jednym - gdzieś tam są nasi ludzie - m.in i Pana własni potomkowie którzy przeszli pewnie do tego czasu całe kręgi piekielne mając nadzieję na pomoc z naszej strony - Prezydent powiedział mamy obowiązek pomóc tym ludziom bo kim byśmy byli gdybyśmy zostawili samych siebie na pastwę złego losu?

- Analitycy doszli do wniosku że dzięki m.in technologii maskowania udało się choć części z nich ukryć przed dronami, ale być może że jeszcze nawet walczą..

- Tak czy inaczej Pańskim bieżącym zadaniem jest po prostu sprawdzenie tego - rok do wysłania Atlantydy powinno być wystarczające - ma pan jeszcze jakieś pytania? bo jak na razie nie-to chodźmy się czegoś napić, zanim Pan tam wróci, bo coś zaschło mi w gardle od tego ciągłego gadania - cholera ma się już te swoje lata ..




McKay schodził właśnie z rampy wrót na Hadesie - nazwa była tu raczej na miejscu - wielka sztolnia wykuta w litej skale wznosiła się na dziesiątki metrów w górę i przywodziła na myśl ten mitologiczny podziemny świat-przy tym ściany były brązowe i niestety w wielu miejscach już mocno popękane, a gigantyczny żar panujący na powierzchni dawał się odczuć nawet tu pomimo stale pracującego na przeciążeniu chłodzenia.


- Hej McKay znowu tylko na gotowe? - to jak zwykle dowcipnie ale i zaczepnie powitała go płk Carter.

Tak, Carter -pomyślał McKay - to zawsze musi być właśnie ona-by tu być i jak zwykle odebrać mu całą należną chwałę..

Spojrzał jednak na nią -z zaskoczeniem dla samego siebie - z cieniem dawnej sympatii

- Nie ma tego złego.. Pewnie wystarczająco tu już nabałaganiliście by znowu stary McKay musiał sam wszystko posprzątać..

- No już dobrze, 'staruszku' - powiedziała z uśmiechem - chodz ze mną, zobaczymy co jeszcze potrafisz..




Young otworzył oczy po powrocie na Destiny - co za dziwaczne uczucie - chyba się nigdy do tego nie przyzwyczaję - już raczej wolę hibernatory niż to-pomyślał


- Jakie wiadomości pułkowniku? - Eli oczywiście nie miał żadnego szacunku do stanu po przejęciu świadomości

- No cóż ty jako cywil zostajesz zmilitaryzowany ze skutkiem natychmiastowym - to była sugestia albo i rozkaz O'Neilla wypowiedziany po jednym 'głębszym', ale i jemu raczej teraz odpowiadał - zakomunikował Young

- Ależ pułkowniku, przecież ja jestem prawie pacyfistą - nie można zrobić ze mnie zwykłego żołdaka..

- Wiem o tym, dlatego pozostaniesz na kontrakcie wojskowym jako pracownik cywilny armii - jednak droga służbowa jest oczywista - będziesz stety czy niestety musiał-przynajmniej oficjalnie - słuchać rozkazów 'góry', a wiesz że Telford został teraz szefem SGC..

- Nie mieli kogoś lepszego? choćby Shepard lub pułkownik Davis? - szczerze zdziwił się Eli

- Podobno został bombastycznym 'bohaterem' ostatniej imprezy z luckami-dał im trochę popalić to fakt, ale obawiam się że tylko ich jeszcze bardziej rozdrażnił i wrócą szybko w większej liczbie i bardziej wkurzeni..

- No cóż musisz tylko uważać by się z czymś nie wychylić i tyle - mają podobno przysłać mojego zastępcę do spraw taktycznych, a ja dostałem małego 'kopa' w górę na objęcie dowodzenia całą operacją na miejscu-a i to tylko dzięki osobistemu wstawiennictwu u prezydenta Jake'a, bo Woolsey chciał i mnie wymienić..

- Aha, no i 'reaktywujemy' tylko wojskowych i większość naukowców - a minimalną liczbę cywili - i od tej chwili to operacja wyłącznie wojskowa..

- A co z tą z IOA?

- Tą też niestety musimy obudzić - Woolsey nie chciał o tym nawet słyszeć żeby zostawić ją w komorze, a za to O'Neill coś wspominał że znowu może narobić nam jakichś kłopotów..



Atlantyda spokojnie kołysała się na falach południowego Pacyfiku na terenie byłego poligonu nuklearnego na wyspach Marshalla,lekka bryza wiejąca od wyspy zdawała się jeszcze-obecnym na galerii widokowej ludziom - tchnąć dawnym atomowym żarem niegdysiejszych eksplozji.

Wielkie czerwone słońce było już nisko nad horyzontem rzucając głęboką poświatę na rozmawiających przyciszonymi głosami-jakby w obawie przed urzekającym pięknem tego zjawiska.

- Doktorze Jackson wygląda na to że spełni się wreszcie pańskie dawne życzenie-rzucił Woolsey

- No cóż miło będzie znowu być tam gdzie jeszcze nikt nie był na tej 'ostatecznej granicy', razem z załogą Destiny..

- Zrobił Pan dużo przez ostatnie 5 lat przebywając na Atlantis nie będzie Panu żal się przesiadać?

- Wie Pan przecież że Atlantis pozostanie na razie na stałe w galaktyce Dron - nic tam po mnie..

- No i wydaje się że dr Rush musi się zmagać z powszechnym brakiem akceptacji dla tej misji o przecież wręcz niewyobrażalnej doniosłości jaką podjęli z takim ryzykiem i oddaniem już przecież prawie przed milionem lat nasi przodkowie - przyda mu się lekkie podtrzymanie na duchu no i mała pomoc merytoryczna..

- Zgadza się - jest Pan jak do tej pory największym niekwestionowanym autorytetem w sprawach Pradawnych - z pewnością nie pogardzi takim towarzystwem jak pańskie..

- Czy Atlantyda zachowała jeszcze jakieś niespodzianki?

- Jak Pan wie największym osiągnięciem 'obronnym' Pradawnych odnalezionym w bankach pamięci była opracowana prawie kompletnie technologia przesunięcia fazowego materii w n-wymiarze co powoduje jej 'nieobecność' w bieżącej przestrzeni a więc czyniąc zupełnie nieszkodliwym dla każdej formy konwencjonalnego ataku pociskami czy bronią energetyczną-pradawni byli bardzo blisko jej ukończenia - wtedy być może nie musieli by opuszczać Atlantydy a historia potoczyłaby się inaczej..

- Tak no cóż może mieliśmy nawet 'szczęście' że tak się nie stało - kto to może wiedzieć..

- Muszę już wracać do kraju z tej 'inspekcji' choć z chęcią pozostał bym trochę dłużej-macie tutaj takie urocze widoki - mam nadzieję że się kiedyś jeszcze spotkamy - życzę powodzenia doktorze Jackson - aha postanowiono wstępnie że instalacja systemu wymienników mocy Atlantyda odbędzie w bazie marynarki Bangor w stanie Washington - teren jest dość odpowiedni no i dobrze zabezpieczony a poza tym blisko do głównych wykonawców w Kalifornii no i zakłady Boeniga też są tuż obok.



Na Hadesie Mackay właśnie kończył mostkować obwód polaryzacji biegunowej zasilania wrót przywiezionych z Langary przez "Hammonda".


- Hej MacKay chyba nie chcesz wysadzić tego miejsca w powietrze jak zwykle? - bo robisz to jakbyś grzebał przy bombie - ha ha to Carter nie mogła się powstrzymać od drobnej złośliwości

- Nie mam w zwyczaju wysadzać-jak to nazwałaś-nic a zwłaszcza samego siebie - lepiej sprawdź checksum odczytu raportu konsoli - powinien się wreszcie zgadzać - cholera nawet Pradawni nie byli doskonali i nie zadbali o kompatybilność swoich wcześniejszych zabawek..




- Uwaga podaję próbny adres - zasilanie wrót funkcjonuje, odczyty pseudowymiarowe w normie,pierwszy symbol wybrany i zaskoczył - chyba działa!

Nowe wrota otworzyły się z głośnym puuufffff po czym łagodna tafla niby cieczy zalała całe pomieszczenie błękitną drgającą niby szlachetny topaz poświatą.



Pomieszczenie komór hibernacyjnych było jasno oświetlone ale już prawie opustoszałe - ostatnia komora do aktywacji otworzyła się po czym Camile Wray półprzytomna niemal by upadła na posadzkę. Young podtrzymał ja swoja ręką.

- Dziękuję pułkowniku - widzę że jeszcze kindersztuba obowiązująca w lotnictwie nie odeszła całkowicie w niebyt..

- Nie ma za co - jednak mam do przekazania niezbyt dla Pani pomyślne nowiny - niestety nie będzie miała Pani już kim 'dowodzić' - wszystkie te sekretarki i inny personel pomocniczy pozostaje na razie w hibernatorach - oczekujemy uzupełnień załogi, a stan zasobów tego statku jest przecież ograniczony do pewnego poziomu - zatem postanowiono że będzie to personel wyłącznie wojskowy który ma dotrzeć tu już za kilka dni.

- Czyli dopiął Pan swego - chciał Pan przecież władzy absolutnej? to takie przewidywalne..

- Może się Pani z tym nie zgadzać ale musimy nadal razem współpracować - obawiam się że nasze kłopoty dopiero się zaczęły..


- Pułkowniku możemy oczekiwać otworzenia tunelu z Hadesu w ciągu najbliższej godziny czy mam wyłączyć grawitację i odizolować pomieszczenie wrót?

- Wykonać - rzucił krótko Young



Telford osobiście odprawiał personel wojskowy udających się na Destiny - specjalnie w tym celu przybył wcześniej na Hades.

- Wasza wyprawa to nie tylko wsparcie - to szansa całej ludzkości na wypełnienie testamentu jaki przekazali w nasze ręce nasi przodkowie w zaufaniu że potrafimy kontynuować ich dzieło - Więc nie zawiedzmy ich i zróbmy to! - nie okażmy się od nich gorsi i udowodnijmy że możemy to zrobić.

- Zadania jakie was czekają będą skrajnie wymagające - ale jesteście na nie gotowi - załoga Destiny pokazała że nawet cywile mogą - jeśli chcą - dać radę - pokażcie że też to potraficie!!!

Yeah! Yeah! Semper Fi - Zawsze Wierni! Advance! Gung-Ho! Win or Die!!! - rozległa się wrzawa i bojowe okrzyki, jako że więszość stanowili żołnierze,piloci a także technicy Korpusu piechoty morskiej.


Wrota już były otwarte i skrzynia za skrzynią toczyła się na przytwierdzonych do ich spodu paletach wyposażonych w rolki - operacja odbywała się bez przeszkód i dziesiątki skrzyń ze sprzętem znikały jedna za drugą zanurzając się w mieniących się blaskiem czeluściach wrót.



- Życzę szczęścia majorze Woodward - przyda wam się.. - rzucił Telford

- Once a Marine, Always a Marine(marine zawsze pozostaje marine-tu: niezależnie od okoliczności zawsze będziemy gotowi je pokonać) - odpowiedział tamten


- Dobra - personel może zacząć już przechodzić - powiedział McKay

Żołnierze sprawnym i szybkim krokiem przechodzili przez wrota a że było ich niewielu-tylko około 30 ludzi to szybko ostatni znikł za taflą wrót.


- Pułkowniku odebraliśmy już prawie cały sprzęt - spokojnie stwierdził Eli - teraz pora na ludzi..

O cholera- coś nie tak -tunel faluje -(wrota się dezaktywują) otrzymuję dane o zerwaniu połączenia - jedno ogniwo na trasie przestało funkcjonować

- Co się do cholery stało? - Young nie ukrywał swojego zdenerwowania

Nie wiem dokładnie ale jedne wrota przestały odpowiadać - być może zostały zniszczone

- Zniszczone!? Przez kogo??

- Sir ,sądzę że drony mogły wykryć aktywowane wrota i będąc w pobliżu po prostu je rozwaliły..

- A co z ludźmi - co się z nimi do cholery, stało?

- Może 'wyrzuciły' ich poprzednie wrota-te przed przerwanymi-to całkiem możliwe,sir sądzę że mogą żyć lecz jeśli tamci ich szukają..



- A więc podsumujmy - zaczął odprawę Young - co już mamy: wyrzuciło ich dość blisko zaledwie kilka systemów stąd zatem dzień drogi w FTL - ich statki dowodzenia są tak samo szybkie jak my jednak w jednym sektorze morze być ich maksymalnie kilka- tyle ile jest też max planet z wrotami - zatem czeka nas bitwa z kilkoma jednostkami wroga - przy tym trzeba niestety przyjąć (z tego że wyciągali wcześniej wnioski ze swoich niepowodzeń z konfrontacji z nami - że być może użyją nowej taktyki w tym taranowania samymi statkami dowodzenia - to prosty wniosek wynikający z ekstrapolacji ich dotychczasowego postępowania - próbują nowych bardziej bezpośrednich metod jeśli stare nie wystarczają- to prosta matematyka - a tak własnie 'myślą' maszyny. Mamy ten niewielki handicap przewidywania ich posunięć lecz oni ciągle zachowują przewagę liczebną- czy możemy coś zrobić by ją zniwelować? - Poświęcenie ostatniego promu oczywiście odpada,bo musimy mieć przecież możliwość ewakuacji naszych gdyby wrota na miejscu zostały zniszczone..

- Możemy przecież sami zrobić zmyłkę - odezwał się Scott - widziałem przy wrotach że przybyły nowe boje sygnalizacyjno-nawigacyjne wyślijmy je przez wrota na maksymalny zasieg do któregoś z układów po drodze niech nadaje wezwanie o pomoc wtedy oni tam skoncentrują większość swoich sił w oczekiwaniu na nas a my polecimy dalej i podejmiemy swoich zanim tamci zdołają się zorientować - wiem że to był by kiepski plan na ludzi ale te maszyny może ten jeden raz dadzą się na to nabrać..

- No cóż nie wymyślimy chyba nic już niczego lepszego zwłaszcza że nie mamy już czasu na dalsze dyskusje - więc dobrze - chyba że ktoś ma coś lepszego?

- Nie widzę - zatem postanowione - proszę wiec udać się na swoje stanowiska

- odprawa zakończona.



Głęboko w trzewiach planety Hades panowała gorączkowa krzątanina.

McKay kończył właśnie wydawać dyspozycje przybyłym technikom, dotyczące demontażu kondensatorów mocy.


- No cóż Carter mam nadzieję że dacie radę w tej waszej strefie 51 przełożyć projekt kolektorów energii które skopiowaliśmy z ich bazy danych a których nie możemy zabrać z powierzchni na technologię zdolną do wytworzenia przez nasz przemysł.. - to przecież tylko przerośnięte prawie zwykłe kolektory słoneczne - chyba nie powinno to stanowić dla was zbyt dużego problemu? - zaśmiał się głośno

- McKay martw się lepiej jak się zabierzesz za przerabianie Atlantydy - by nie pokazała tobie figi z makiem..



Telford jak zwykle robił co do niego należało: część sprzętu była wysyłana bezpośrednio przez wrota, a same kondensatory poprzez wiązkę transportową bezpośrednio do ładowni Hammonda

- Dobra Panowie zwijamy się stąd jeszcze parę godzin i tego miejsca już nie będzie - to słoneczko zrobiło się właśnie cokolwiek nerwowe...



Young stał na mostku i wpatrywał się w wykres planowanej trasy misji ratunkowej

- Zakładając że statki dowodzenia dron 'ruszą się' po odebraniu sygnału z boi optymalnie było by umieścić ją gdzieś w połowie drogi między nami a zaginionymi - w tym czasie oni będą zmierzać do tej planety a my dokładnie w przeciwną stronę.. powinno dać to nam trochę czasu na poszukiwania na planecie bo pewnie byli zmuszeni oddalić się od wrót-jak tamci potencjalnie mogli wysłać drony na ich poszukiwania w pobliżu wszystkich możliwych wrót na planetach czyli właściwie jest to tylko na kilku.. to musi być jednak i tak dość sporo dron - mam nadzieję że znaleźli sobie dobrą kryjówkę..


- Uwaga wyjście z FTL za 10 sekund - 3... 2... 1... już jesteśmy pułkowniku - zameldowała porucznik James

- Czy są odczyty jednostek wroga?

- Chyba jesteśmy tu sami pułkowniku..

- Dobrze - wysłać prom w pobliże wrót - nie możemy ich na razie uruchomić i wysłać kina dla nawiązania łączności, bo tamci szybko się zorientują i niewątpliwie zareagują na to.

- Scott jest Pan gotowy?

- Oczywiście pułkowniku

- Niech Pan przywiezie ich całych i zdrowych, no i nie marudzcie za długo na miejscu

- No cóż - postaram się..

- Liczę na to - a więc szczęśliwej drogi..

- Dziękuję pułkowniku



Major Woodward klęczał na jednym kolanie i obserwował przez lornetkę przedpole.

- Poruczniku Harris proszę wysłać zwiad do tych ruin może coś tam znajdziemy - a my zostaniemy w pobliżu wrót - może nasi się wreszcie pojawią...

- Yes,sir - wrócimy najdalej w ciągu kilku godzin



Prom znajdował się już w drodze do powierzchni kiedy ostry sygnał indykatora zabrzmał

przeciągle na mostku Destiny

- Co jest pani porucznik?

- Mamy kontakt z jedną droną - leci w naszą stronę..

- No cóż odkryli nas - po jakim czasie można się ich spodziewać?

- Będą tu najdalej za 10 godzin - przynajmniej pierwsza fala jednostek - odezwał się

dotychczas milczący Rush - potem przybędą przypuszczalnie kolejne..

- A więc mamy coraz mniej czasu, gdzie znajduje się teraz prom?

- Właśnie wszedł w atmosferę..

- Dobrze w takim razie otworzyć wrota ,wysłać kino i nawiązać łączność z naszymi ludzmi na powierzchni

- Oczywiście,sir..



Scott starał się z trudem zapanować nad sterami - planeta wydawała się mieć dość niestabilny klimat - w atmosferze szalała burza z piorunami a wiatr przekraczał 100 mil na godzinę

- Cholera - ale jazda co poruczniku? - to próbował-siedzący tuż obok na miejscu drugiego pilota - rozładować panujące od chwili wylotu napięcie -Greer

- Nie mogę nawiązać łączności z nimi w tych warunkach - możemy spróbować dopiero jak znajdziemy się na wysokości drzew..



Harris prowadził swoją drużynę zwiadu marines wąskim duktem w stronę pobliskich zabudowań - widać że droga była nieużywana od dość długiego czasu - środek i pobocza były porośnięte trawą i mchem.

- Kapralu Willys ,wy na przedzie ,druga sekcja was osłania - naprzód - spokojnie rozkazał Harris



Deszcz zacinał ścianą wodnej gęstej mgły - niewiele było widać - ale wokół panowała cisza.

Pierwszy dom - właściwie nie zasługiwał na to miano - był to parterowy niby barak z podwójnymi dzwiami po środku.

Willys kopnął drzwi, ale te nie chciały tak łatwo ustąpić - dopiero we dwóch z Michaelsem zdołali rozewrzeć je ręcznie - poddały się z wyraźnym trudem.

Był to jakiś skład - po środku tkwiły różnej wielkości skrzynie i paki a obok walały się drobne przedmioty w rodzaju narzędzi rolniczych i jakiś części do maszyn.

- No cóż - chyba tu nic nie znajdziemy, musimy ruszać dalej - Michaels idz i powiedz porucznikowi że może do nas dołączyć -wy dwaj Johnson i Sparey idzcie sprawdzić

następny dom-tylko nie oddalajcie się zbytnio, a my tu zaczekamy na porucznika.

- Ok,sir - zachowamy odległość wzrokową

- Poruczniku chyba nic tu po nas to miejsce wygląda na od dawna opuszczone..

- Nie zapominajcie gdzie jesteśmy tu wszystko może mieć znaczenie. Sekcje dwuosobowe poruszamy się po obu stronach drogi,przeszukujemy każdy dom i spotykamy się na końcu zabudowań - Go!

Zbliżali się już do połowy osady w miejscu gdzie tworzyło się małe skrzyżowanie.

- A to do cholery co takiego?! - głośno wyraził zdziwienie Willys

Na rogu stał wznosząc się dobre kilka metrów w górę kamienny postument - wyobrażajacy

człowieka w mundurze.

- W mordę - to chyba pułkownik Young we własnej osobie!



Pod pomnikiem znajdowała się tablica z napisem:

"My potomkowie załogi Destiny założyliśmy tu placówkę cywilizacji Novus w nadziei że los sprawi że będzie nam dane w przyszłości spotkać znowu swoich przodków.Ta placówka nie jest jedyną - założyliśmy takich dziesiątki na planetach gdzie mogliśmy dotrzeć poprzez wrota-adresy planet na których założono większe kolonie znajdują się na odwrocie tej tablicy".




Na Destiny trwała napięta atmosfera oczekiwania

- Pułkowniku wrota nie chcą ustanowić połączenia! - powiedział Eli wyraźnie zaniepokojony

- Jak to możliwe? - podniósł głos Young

- Nie wiem ale coś je może blokować może połączenie z zewnątrz bo raczej nie są

uszkodzone..

- Połączenie z zewnątrz? - od kogo??

- Chyba z tej planety do której wysłaliśmy sondę..

- A więc drony - alarm na wszystkich stanowiskach - schodzimy na niższą orbitę, jak będzie trzeba zejdziemy i w atmosferę - musimy dać im wsparcie, inaczej już po nich..

- Musimy być teraz gotowi na wszystko - ile mamy czasu aż przybędzie flota statków dowodzenia?

- Zostało jeszcze około pięciu godzin..



- Ha..llo drrr h.aa looo.. Harris słyszysz mnie?- jesteśmy pod ogniem! - z wrót wysypało się nagle mnóstwo dron, walą do nas! Dołączcie jak najszybciej zdołacie!!! Over!

- Hallo majorze już jesteśmy w drodze,będziemy za jakieś 15 minut hallo? słyszycie mnie?!



Drake walił właśnie ze swojego M-60 i jeszcze jedna drona rozleciała się w kawałki..

- Musimy rozwalić wrota bo inaczej mogą przysłać ich w każdej chwili więcej - niech Turner podczołga się pod wrota i zniszczy je z AT-4, Ky'le i Rudi osłaniają po bokach, a reszta z góry i z przodu - wykonać!

- Aye,aye sir!

Drony podzieliły się i zaczęły ich otaczać z dwóch stron.

- Majorze, Kyle oberwał!

- Zastąp go, co z nim?

- Chyba jest tylko ranny..

- Przyciskają nas, nie możemy się ruszyć!

Nagle z drugiej strony drogi porośniętej rzadkim lasem wystrzeliły w niebo smugi rakiet z granatników - to Harris dołączył się do walki strącajac od razu kilka dron.

- Dobra jest luka - idzcie przez nią a reszta zostaje sciaga ogniem uwagę wroga..

Po chwili Harris dołaczył ze swymi ludzmi - siła ognia została wzmocniona niemal dwukrotnie.

- Turner jak wam idzie?

- Jesteśmy już blisko majorze jakieś 100 metrów i powinniśmy zaraz zobaczyć wrota.

- Ok,tylko się pospieszcie jak przyleci ich więcej to załatwią nas na amen..

Minęła chwila i od strony wrót dał się słyszeć słaby wybuch.

- Majorze wrota zniszczone - wycofujemy się zostało ich jeszcze parę sztuk w pobliżu..

- Dobrze-my też rozwalamy pozostałe, bez odbioru



Pogoda wreszcie się poprawiła i schodzili już prawie do ziemi

Nagle Scott zobaczył pomarańczowy wybuch wśród drzew i zawrócił szybko prom w tamtą stronę

- To muszą być oni - poderwał się Greer

- Dobra schodzimy - Majorze Woodward czy Pan nas słyszy? Over! Powtarzam marines odezwijcie się!

- Witamy Poruczniku co tak długo? Miło was widzieć ,wpadniecie na zimne piwo do nas?



- Odbieram przekaz z powierzchni, to Scott! - krzyknęła James

- Wreszcie ich znalazł ?

- Zgadza się - tylko że nie może zabrać od razu ich wszystkich-do promu wejdzie tylko połowa - musi zrobić drugi kurs..

- Ok,tylko niech się pośpieszą na Boga!



Wszyscy już byli na pokładzie i właśnie opuszczali orbitę planety

- Co myślicie o zakończeniu tego udanego dnia szampanem tankowanym prosto z gwiazdy?!

- Ależ pułkowniku, czy nie powinniśmy jednak już się stąd zabierać? - zapytał ostrożnie Volker

- Taka okazja szybko się nie trafi - mamy wolną drogę do gwiazdy, więc skorzystajmy z tego dopóki możemy..

- A więc kurs na orbitę słońca ...



Destiny znika powoli w ogromniejącym na cały ekran świetle gwiazdy



Podniosła radosna muzyka


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

dalsze odcinki na: KONTYNUACJA STARGATE UNIVERSE




Koniec odcinka - napisy